Poszukiwania.pl
Poszukiwania.pl
Sunday, 25 Dec 2022 00:00 am
Poszukiwania.pl

Poszukiwania.pl

Pierwsze artykuły opisujące wydarzenia z Gór Sowich, do jakich doszło w 1964 roku, zdobyłem około 2006 roku. Z czasem gromadzone przeze mnie zbiory stopniowo pęczniały. W 2007 roku szereg ciekawych informacji o owych zdarzeniach przeczytałem w książce Jacka Wilczura Ojczyzna nie udziela urlopów. Ich uzupełnieniem były informacje, jakie sam Jacek Wilczur przekazał mi podczas kilku naszych spotkań.

Kiedy w 2011 roku zasiadłem ostatecznie do opisania zdarzeń z 1964 roku, byłem przekonany, że książka stanowić będzie ich swoistą kronikę. Planowałem w sposób chronologiczny, bazując zarówno na prasowych artykułach z tamtego okresu, jak i dodatkowo zebranych wspomnieniach świadków, w tym relacji Jacka Wilczura, chronologicznie opisać historię ekspedycji GKBZHwP w Góry Sowie. Czytając kolejne artykuły, zdałem sobie jednak sprawę, że coś mi w nich nie pasuje, że cała ta historia ma ewidentnie jakieś drugie dno. Zacząłem też notować kolejne pytania, jak choćby to, dlaczego GKBZHwP akurat w 1964 roku nagle doszła do wniosku, że sprawie dokonanego w Górach Sowich ludobójstwa warto poświecić tyle uwagi. Przecież o wojennych potwornościach towarzyszących pracom nad „Riese” wiedziano już od dwóch dekad. Osobnym zagadnieniem, które zwróciło moją uwagę, była rola w wydarzeniach z 1964 roku Bohdana Świątkiewicza. Z artykułów, a także z informacji uzyskanych od Jacka Wilczura, jednoznacznie wynikało, że to właśnie Bohdan Świątkiewicz dał w 1964 roku początek prasowej popularności tak zwanych walimskich lochów, czym kilka miesięcy później zainteresowała się GKBZHwP. Inną sprawą, która nie dawała mi spokoju, były ewidentne rozgrywki, jakie już w trakcie lipcowej ekspedycji istniały na linii Świątkiewicz – Dowództwo Śląskiego Okręgu Wojskowego – GKBZHwP. Najlepszym zaś ich przykładem były rozbieżności w określeniu, kto pełnił funkcję kierownika wyprawy. Świątkiewicz najwyraźniej nie mógł się pogodzić, że jako jej pomysłodawca i organizator został niespodziewanie podporządkowany cywilnemu pracownikowi GKBZHwP – Jackowi Wilczurowi. Owocem tego rozżalenia było nie tylko zupełne przemilczenie przez Świątkiewicza w swych pierwszych artykułach naczelnej roli GKBZHwP w wyprawie, ale również jej szefa – Jacka Wilczura. Świątkiewicz posunął się nawet dalej, podając początkowo mylną informację, jakoby ekspedycją dowodził Śląski Okręg Wojskowy.

Wszystko to były jednak sprawy drugoplanowe. Kwestią, która podczas lektury kolejnych artykułów nurtowała mnie najbardziej, była zupełnie inna rzecz. W pewnym momencie zdałem sobie bowiem sprawę, że całe śledztwo Świątkiewicza oraz jego rzekome próby wyjaśnienia tajemnic podziemi w Górach Sowich to przysłowiowy pic na wodę, fotomontaż. W rzeczywistości dziennikarz ewidentnie zmierzał w swych relacjach w dwóch ściśle określonych kierunkach, pozorując równocześnie, że zależy mu na dotarciu do nieznanych części podziemi. Pierwszym celem Świątkiewicza, była, w mojej ocenie, usilna próba udowodnienia, że podczas wojny w podziemiach Gór Sowich miała być produkowana niemiecka Wunderwaffe – czyli rakiety V2 projektu Wernhera von Brauna. Drugim, przypomnienie opinii publicznej ogromu zbrodni ludobójstwa dokonanego na tym terenie przez Trzecią Rzeszę. Fakt ten stał się dla mnie czytelny zwłaszcza po tym, gdy porównałem reportaże Świątkiewicza z wcześniejszymi prasowymi wzmiankami o sowiogórskich podziemiach, w tym autorstwa: Zbigniewa Mosingiewicza, Mariana Saramy, Leona Kucharzewskiego czy Ryszarda Makowskiego. O dziwo, choć od zakończenia wojny dzielił je znacznie krótszy okres, a wspomnienia zbrodni wojennych były żywsze, cała czwórka pierwszych kronikarzy tajemnic „Riese” poświęciła im dużo mniej miejsca i nie akcentowała ich tak mocno, jak Świątkiewicz. Otwartym pozostawało dla mnie więc pytanie, co było faktycznym celem wypraw Świątkiewicza w Góry Sowie? Oczywiście mogłem śmiało założyć, że usłyszawszy przypadkiem o zagadkowych podziemiach, postanowił napisać na ich temat kilka wartkich artykułów. Mimo to, wspomniane powyżej dwa kierunki, w jakich podążał, pisząc z taką konsekwencją swoje cykle reportaży, sugerowały, że musiało chodzić o coś więcej. Cała historia miała drugie dno.

Pierwszym przełomem w moim śledztwie było zapoznanie się z artykułem opublikowanym przez „Kulisy – Express Wieczorny”, w którym zacytowany został list do Wernhera von Brauna...

 

Fragment pochodzi z książki Bartosza Rdułtowskiego - Riese – kulisy tajnej operacji

Książka do nabycia w wydawnictwie Technol

 

This copy of application is not genuine
Contact bdtask.com